Przejdź do głównej zawartości

Brazylijski Kolektyw


DUM DUM DUM
DUM DUM DUM
DUM DUM DUM


Gilberto i Ardiles siedzieli w palarni kawy przy ulicy Bocznej Lubomelskiej w Lublinie. W tle leciała piosenka Any Rosely, którą Gilberto uwielbiał od dziecka. Miłością do bosa novy i tej wokalistki zaraziła go matka. Nerwowo rozglądali się po kawiarni, a Gilberto do tego ruszał nogą.

- Puta! - rzucił Ardiles. - Gdzie on jest?
- A skąd ja mam wiedzieć? Masz telefon to zadzwoń do niego. - stwierdził Gilberto, mamrocząc pod nosem słowo DEBIL.
- Już dzwonię i kurwa przestań ruszać nogą. Stół się chwieje przez ciebie.

Wyjął telefon i nerwowo zaczął szukać numeru w kontaktach. Gdy już dotarł do właściwego nazwiska wcisnął zieloną słuchawkę i przyłożył do ucha. Przy jego uchu zaczęła rozbrzmiewać znajoma piosenka "Last Christmas, I gave you my heart, But the very next day you gave it away...". Jak trzeba być zjebanym żeby coś takiego mieć ustawione na graniu na poczekanie, pomyślał sobie. Kurwa, no nie mogę. Lipiec, słońce praży a ten ma świąteczną piosenkę. Puta, idiota, odbierz ten telefon, ale nic. Dalej tylko ""Last Christmas, I gave you my heart...".

- Nie odbiera, może coś się stało?
- Spokojnie, przyjdzie, nie stresuj się bo ci brylantyna z włosów spłynie jeszcze bardziej. Znowu będziesz wyglądał jak pies obspermiony przez olbrzyma - podsumował Gilberto.

Nagle w lokalu rozległ się dźwięk dzwoneczka i do środka wparował zziajany i spocony typ z dużym plecakiem.

- Ardi, zobacz wygląda jak twój obspermiony brat.
- Wiesz co Gilberto...spierdalaj. A ty gdzie byłeś Pater do chuja. Siedzimy tu i czekamy na ciebie od prawie 30 minut. 
- No sorki no. Bawiłem się z kotem i straciłem poczucie czasu. Chcecie zobaczyć jego zdjęcie? Mam w portfelu. - rzucił luźno Pater.
- Dobra, zamknijcie mordy i nie przedłużajcie. Jaki jest plan? Masz wszystko? - powiedział Gilberto patrząc na Patera.
- Tak mam, chodźcie.

Wyszli z kawiarni i kierowali się w stronę Galerii Olimp. Gdy byli na wysokości ulicy Obywatelskiej, z za zakrętu wyskoczyło dwóch nakoksowanych typów i zmierziło ich wzrokiem. Szybko podskoczyli do Patera i zaczęli nim miotać. Nagle z plecaka wysypały się rzeczy. Na chodniku znalazły się papryczki o dziwnym kształcie, jakiś kawałek drewna, coś przypominającego przerośnięte kozie bobki i martwe karaluchy. Z racji tego, że Gilberto całe swoje życie trenował capoeirę to zaczął te swoje kocie ruchy. Dwóch Sebastianów zorientowało się, że raczej to nie przelewki i mogą dostać wpierdol. Postanowili więc podwinąć swoje prawilne ogony i uciekli. Nawet czapki wpierdolki dające +100 do odwagi nie pomogły.

- Pater żyjesz? - podniósł go Ardiles.
- Tak, żyję. Skurwysyny. Najpierw najebią się przy tej Biedronce, a potem szukają zaczepki.
- Dobrze, że byłeś z nami...inaczej byś zginął. - wyszczerzył ryj Gilberto.

Pater mieszkał w starej kamienicy niedaleko wcześniej wymienionej Biedronki. Odziedziczył po babci dwupokojowe mieszkanie...i mieszkał z kotem Ozyrysem. Czarny, gruby kot i chuj...jak to śpiewał kiedyś Kaliber 44. W mieszkaniu pachniało słodko. Pumpernikiel, mleczna czekolada, trochę pikantnie i coś jakby wędzonka. Im dłużej wdychali ten zapach przez swoje brazylijskie, owłosione nozdrza, tym wyłapywali więcej aromatów. A to wpadła jeszcze wiśnia, a to wanilia.

- Zajebisty odświeżacz powietrza. Co to? Oda do pumpernikla z ciastem świątecznym? Swoją drogą musisz mieć śmierdzące kupy skoro używasz tak silnego odświeżacza. - błysnął Ardiles.
- To pewnie takie co śmierdzą zanim zrobią plusk! - dorzucił Gilberto.
- Nie!!! Miesiąc temu skończyłem warzyć Imperialnego Mlecznego Robust Portera. Jeszcze się nie wywietrzyło. Tak intensywnie pachniało, że aż wszystko przesiąkło. - powiedział Pater.
- Imperialny Mleczny co? - spytał Gilberto.
- No takie piwo. - wyjaśnił Pater.
- Piwo? No to dawaj. Ty, a może użyłeś tego co ci wysłaliśmy ostatnio, zanim przyjechaliśmy do Polski. - spytał po raz kolejny Gilberto.
- No pewnie. Mówicie o ziarnach Amburany, papryczkach Uberabinhy i Tonce? To tak, użyłem.
- To na co jeszcze czekamy. Dawaj spróbować.

Pater poszedł do kuchni po szkło i kilka butelek piwa. Na wstępie uprzedził, że piwo "może być nie ułożone", jak to określił.
- No to siup! Mmmm jakie to jest dobre. Smakuje tak jakoś znajomo. Czekaj, czekaj. Jak te batoniki przy kasie w Biedronce. Już ci mówię. Jest tu marcepan, wanilia i mleczna czekolada. Kurde. Ciasto w płynie. - ocenił Gilberto.
- A czujesz pikantność? Fajnie się to komponuje ze słodyczą. No, ale mam wrażenie, że piwo jest jakieś takie, cierpkie, wytrawne. O i alko delikatnie grzeje. No, lepsze niż sklepowe. Szacun! - dorzucił Ardiles.
- No dzięki panowie. Normalnie ego mi wyjebało w kosmos jak Łajkę. - zawstydził się Pater.
- Dobra Pater, a teraz przejdźmy do interesów.  Masz dla nas te 50 kilo palcówki? A no i daj puzzle! - rzekł poważnie Gilberto.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

On TAPe vol. 24

ZAPRUDER URATSAKIDOGI MAŁPA ŻYWIOŁAK Ciekawostka: W teledysku pojawia się PiwoWarownia :) ! NARRENWIND SOEN

Karczoch w służbie kraftowej wątroby

   Karczoch to nie tylko dziwnie wyglądająca roślina, ale też zbiór cennych witamin i składników mineralnych i związków przeciwutleniających. Roślina pochodzi z rejonu Morza Śródziemnomorskiego, ale obecnie jest uprawiana na całym świecie.  foto by pixabay.com    Wygląda trochę jak przerośnięta szyszka chmielu. Dorasta do 2 metrów, a jej liście mogą mieć nawet do 30 cm szerokości i 70 cm długości. Dostarczają witaminy antyoksydacyjne (A, C, E), niacynę, żelazo, potas, magnez, wapń, błonnik.  foto by pixabay.com    Karczoch chroni wątrobę przed uszkodzeniami oraz pomaga w jej regeneracji. Usuwa toksyny z organizmu, obniża cholesterol i wspomaga trawienie.  Dzieje się tak dzięki cynarynie, która tworzy się w czasie ekstrakcji rośliny. foto by pixabay.com foto by pixabay.com    Od jakiegoś czasu zacząłem mieć straszne kace żołądkowe. Większa ilość spożytego alkoholu i od razu na drugi dzień ból brzucha, rozwo...

Maryensztadt Barrel Aged Projekt 1 2 3 - przegląd piw + bonusy

Jakiś czas temu Browar Maryensztadt zaimponował mi swoim  Projektem 30. # 3 to była po prostu petarda i jedno z najlepszych piw jakie powstały w naszym krafcie. Postanowiłem więc sprawdzić co tam zmalowali tym razem, a uwierzcie mi, było różnie. Na pierwszy ogień poszedł RIS leżakowany w beczce po whisky Bowmore. Jak wiecie nie jestem wielkim fanem torfu, tak tu mnie zauroczyło. W aromacie torf przeplata się z intensywną czekoladą i lekkim alko. W smaku na pierwszym planie jest torf. Potem wychodzi czekolada i kawa. Wytrawne, czarne i praktycznie bez piany. Następnego dnia przyszłą kolej na kolejnego RISa z serii. Strasznie długa nazwa, Chocolate Rye RIS Jack Daniels Whiskey, ufff. No i tu się zaczynają schody. Po przelaniu do szkła w nosie ląduje zielone jabłuszko. Jak ktoś nigdy nie był na kursie sensorycznym, to to piwo jest idealnym przykładem aldehydu octowego w smaku i aromacie. Bucha nim strasznie. Gdy już przyzwyczaimy się, w smaku wychodzi...